Ostatnia „prawdziwa” Corvette C3 (1968-1982)

Nowa Vetta to także Stingray, teraz pisany łącznie. Długa maska, wąska talia, po raz pierwszy zdejmowane części dachu w Coupe – to jej wyróżnik. Paleta silników zaspokajała wszelkie życzenia. Najmocniejszy Big Block V8 osiągał z 7 litrów pojemności ponad 500 KM mocy. Największy problem, który ujawnił się podczas instalacji silnika, było zapewnienie mu właściwego chłodzenia. Aby uzyskać lepszy przepływ powietrza, z przodu wycieto dwie owalne dziury i problem zniknął. Moment obrotowy trafiał na tylne koła poprzez 3- lub 4-stopniową ręczną skrzynię biegów (3-stopniowa skrzynia Hydra-Matic zastąpiła w 1968 roku przestarzałą Powerglide). Owe monstrum, połykajace 103-oktanową benzynę, było przeznaczone do wyścigów. Corvette narodziła się jako prestiżowy model Chevroleta. W 1968 r. sprzedano 28.566 sportowych Chervroletów. Każdy zapewniał zysk koncernowi i dealerom. Według słów Duntova jedna Corvette przyniosiła taki sam zysk, jak trzy pełno wymiarowe Impale! Stingray pozostał w sprzedaży wyjątkowo długo. Do Chevroleta przychodzili klienci proszący po prostu o najdroższą Corvette. Tak samo robili kupując Cadillaki, dlaczego więc z Corvette mieli postępować inaczej ?! W ten sposób lądowali za kieronicą dzikiego sportowego bolida, zdolnego do rozgrzania opon w ciągu sekundy, ale duszącego się, gdy dumny właściciel włączał się w gęsty ruch miejski. Pełna oburzenia listy nowych właścicieli kosztującej 10.000 dolarów Corvette zasypywały biurko Duntova, który musiał im delikatnie tłumaczyć, że zrobili z siebie idiotów … Lata siedemdziesiąte z kolejnymi kryzysami paliwowymi i ostrymi normami czystości spalin, zmieniły oblicze amerykańskiego rynku. Niemodne stały się auta z ogromnymi silnikami, a na dodatek wprowadzonie do dystrybucji benzyny bezołowiowowej zmusiło projektantów do zmian w konstrukcji silników, co zmniejszyło ich moc. Corvette straciła swój lwi pazur i nie fascynowała już osiągami. Lata 70 to potyczki konstruktorów, nie tyle już z czasem i przestrzenią, co z prawem. Restrykcyjne, amerykańskie normy spalin zmieniają samochód z brutalnego ściaganta w znacznie łagodniejsze GT. Przyczyniła sie do tego rónież nowa metoda pomiaru pomiarów mocy. Konie mechaniczne nazywały się teraz SAE-Netto, a wartość tę obliczano z uwzględnieniem całego osprzętu silnika – czyli po raz pierwszy realistycznie. W połowie lat 70 w silniku Big Block pozostało ich tylko 275 ( rok 1974 ), a w silnikach mało kadłubowych 190 i 250. W 1975 r. wielkokadłubowy ( 7,4 l ) agregat wraz z mianem Stingray przechodzi, niestety, do historii. Jego mniejsze odpowiedniki wyposażono w katalozator i elektroniczny system kontroli spalin, zmuszając do pożerania benzyny bezołowiowej… Sterowany komputerem system wtrysku paliwa „Cross Fire Injection”, więzi w small blocku zaledwie ( a nawet 165 KM – 1975 r. ) 200 koni, pozwalając rozpędzić się do 60mph „aż” w 8 sekund. Trudno jest uznać za zwycięzką potyczkę, której efektem jest niepożądana zmiana wizerunku. Z innej Corvette wychodzi z tarczą, a raczej ze zintegrowanymi z nadwoziem – także kolorystycznie i odszkałcalnymi zderzakami. (jeżeli tak to coś mozna nazwać ). Wykonane z plastycznego tworzywa spełniają warunki amerykańskich norm bezpieczeństwa, (zderzaki powinny wytrzymać zderzenie przy prędkości 5 km/h ) nie zakłócając przy okazju swojej sylwetki. Nie da się tego niestety powiedzieć o produktach innych amerykańskich firm, które idąc po linii najmniejszego oporu, przykręciły do swoich produktów stalowe, nieatrakcyjnie wygladające, masywne zderzaki przy których te kolejowe to finezja. W 1981 r. Corvette otrzymała plastikowy resor przedni Rok 1982 jest zarazem ostatnim dla romantycznej Vetty. Nieodwracalnie kończy się pewien okres w jej 30-letniej historii. Nie zaproponowano żadnych zmian w 1983 r. – modelu sygnowanego 83 nie było w ogóle. Rok póżniej pojawiła się wersja przejściowa, będąca awangardą lat 90. Do 1982 roku montowano stalowe koła seryjnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii 106. Ostatnia, C3 (68-82). Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz